Boga nie ma czyli akt anty-stworzenia

Bóg się rodzi. Nie zobaczysz Go na sianku – tylko w twarzy drugiego człowieka.

Ubraliśmy Go w góralski kożuszek i umieściliśmy w złotej szopce pod Giewontem. Zamiast poznawać, przerobiliśmy Go sobie na swój obraz i podobieństwo.

 „Boga nie ma” – widniało na transparentach lewicowych demonstracji od końca XIX wieku aż po czasy współczesne. Napis widniał na sztandarach Komuny Paryskiej czy hiszpańskiej rewolucji. I mało kto z ówczesnych komunistów zdawał sobie sprawę, że to cytat wyrwany wprost z biblijnego Psalmu 14. Ale to tylko część cytatu, pierwszy jego wers przytoczę na koniec.

„Bóg jest” – przekonują z kolei wierzący. Tak bardzo przekonują, jak bardzo nienawidzą tych, którzy wierzą, że Boga nie ma. Już samo to pytanie w uszach wielu brzmi jak świętokradztwo. Bóg jest, a za wyjaśnianiem, jaki On jest, stoi cała armia teologów.  Od czasów betlejemskiego żłóbka wszyscy dwoją się i troją, by wyjaśnić każdą, najmniejszą Jego tajemnicę. I zdają się być bardziej pewni swej wiedzy niż fizycy badający bozony i tajemnice początku świata.

Jaki On jest? No, taki jaki byśmy chcieli. Blondwłosy, niebieskooki i o bielusieńkiej karnacji. Może i góral nawet. Bo gdzieby tam jakiś „ciapaty Żyd”. Musi być prawdziwy Polak, bo przecież koronowany na króla naszej ojczyzny, a nie żadnej innej.

I żyjemy w kraju, gdzie zamiast „dzień dobry” mówi się „Szczęść Boże”, a potem głosi do bliźnich nienawiść. Gdzie traktują różaniec niczym kastet w dłoni mającej wybijać zęby niewiernym. Gdzie w największym sanktuarium skanduje się „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. Gdzie polityczną popularność buduje się na nienawiści do Niemców, Ukraińców, o Żydach nie wspominając.

Jak łatwo imię Boga wykorzystać do zbijania politycznego kapitału czy uzasadniania siania nienawiści i wszczynania wojen pokazuje chyba historia ludzkości. W imię Jahwe, Allaha, Chrystusa czy Buddy wszczynano wojny i prześladowania tak za Nerona czy podczas krwawych krucjat. Ludzi łatwo jest przekonać by chwycili za broń „w obronie” Boga. I by zabijali innych wierzących w innego Boga.

Właśnie stajemy przy szopce i śpiewamy najsłodszym głosem na jaki nas stać, „Lulajże  Jezuniu”. Ale czy widzimy w tym żłóbku Boga, czy kukiełkę o białej karnacji zrobioną rękami ludzkimi na swój obraz i podobieństwo?

Emmanuel Lewinas, jeden z najważniejszych filozofów XX wieku, do którego tak często odwoływał się ks. Józef Tischner, podkreślał wagę spotkania z drugim człowiekiem. Filozofia twarzy. Twarz to obecność drugiego człowieka, który staje przede mną bez jakiejkolwiek obrony. Twarz mówi zanim padną słowa. Twarz nie pozwala sprowadzić człowieka do numeru, rzeczy, przedmiotu.

„Zło zaczyna się tam, gdzie przestajemy widzieć twarz drugiego” – podkreślał Lewinas.

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili” – głosi swoją „filozofię twarzy” Chrystus. I nie ma wcale na myśli swoich wiernych uczniów, którzy byliby zawsze, bez grzechu i na każde wezwanie posłuszni. Mówi o nieprzyjaciołach, którym trzeba nadstawić drugi policzek.

Boga zobaczymy w twarzy. Twarzy drugiego człowieka. Tego udręczonego, zmartwionego, pogardzanego czy odrzucanego. Bo: Żyd, uchodźca czy komuch. Kto tego nie rozumie, dołącza do ateistycznego pochodu kroczącego pod hasłem „Boga nie ma”.  W końcu to przecież biblijne słowa. Ale warto pamiętać też pierwszy wers Psalmu 14:

Mówi głupi w swoim sercu:
«Nie ma Boga». (Ps14, 2)

Zacheusz

Powiązane zdjęcia:

Zakopane
Current weather
Sunrise-
Sunset-
Humidity-
Wind direction-
Pressure-
Cloudiness-
-
-
Forecast
Rain chance-
Wind direction-
-
-
Forecast
Rain chance-
Wind direction-
  • Nikifor - Gdyby mógł przyjechałby koleją - Muzeum Pienińskie w Szlachtowej

REKLAMA

Ukraina 24